Życie to niekończąca się karuzela uczuć, ludzi i słów. Dobrze wykorzystaj swój bilet na jednorazową przejażdżkę..
Ciepłe ramiona powoli zwalniały swój uścisk, a drżące ramiona Harry'ego znowu przestały unosić się i opadać w rytm spazmatycznego płaczu. Teraz przed oczami miał zmartwioną twarz swojego opiekuna. I czuł jego kciuki, które ścierały łzy z policzków lokatego chłopca. W tej chwili wydawał się tak bardzo niewinny.. Wyraz twarzy dziecka, które przez przypadek strąciło wazon czy pobrudził nowe ubranie. Po chwili na twarzy starszego chłopaka pojawił się delikatny uśmiech, a w ciele Harry'ego panowała wojna pomiędzy rozumem, a sercem..
- Już wszystko dobrze? - Cisze między tą dwójką przerwał Louis. Nienawidził kiedy ktoś płakał, czuł w takich momentach jakby sam miał zaraz płakać albo co gorsza, czuł się jak powód ich płaczu. Widział tylko jak głowa młodszego chłopaka kiwa delikatnie głową, pokazując tym samym, że jest już okej. Dopóki był w jego ramionach wszystko było okej. Mogło się walić i palić, byleby szatyn nie puszczał jego ciała z objęć. Jednym dotykiem odjął każdy problem Stylesa, który pierwszy raz od pobytu tutaj uśmiechnął się szczerze. Był to wprawdzie mało widoczny uśmiech, ale nie od razu Rzym zbudowano, prawda?
- Tak, jest już dobrze. - Ochrypły głos Harry'ego przyprawił Louis'a o ciarki, które przeszyły jego ciało. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że patrzył na swojego podopiecznego jak na ósmy cud świata. Odsunął się od jego ciała, nadal się uśmiechając, tym razem przepraszająco. Pokiwał głową na odpowiedź chłopaka.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebować nie krępuj się prosić. Na dole jest bufet, mój gabinet na końcu korytarza pod numerem 145. Jestem też psychologiem, więc z każdym problemem możesz przyjść i wygadać się na osobności, jeśli nie chcesz robić tego na forum grupy. I pamiętaj, jesteśmy tu, by Ci pomóc, nie zaszkodzić. - Louis posłał mu szczery uśmiech, by zaraz zniknąć za drzwiami, które prowadziły na korytarz, po którym kręciła się garstka lekarzy, kilku uczestników na odwyku i ich opiekunowie. Niektórzy dopłacili by w St. Michael Rehab Clinic mieć własnego "przewodnika" po odwyku. Ale Harry nie należał do snobów. Był zwykłym chłopakiem, który dla rodziny leczył się z nałogu od heroiny i kokainy.
tydzień i 5 spotkań później.
Harry naciągnął na swoje ciało szarą koszulkę z krótkim rękawem i spojrzał na swoje odbicie w powieszonym obok szafy lustrem. Serce łomotało w jego piersi, a ręce niekontrolowanie pociły na samą myśl, że dzisiaj dyrekcja pozwoliła urządzić "czystą" imprezę dla pacjentów. Opiekunowie zostali, by pilnować porządku. W tym Louis, który również będzie tam i ma zamiar pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa na parkiecie. Wyobraźnia młodszego chłopaka wróciła do pionu, kiedy uświadomił sobie, że marzy o wolnym tańcu z niebieskookim aniołem o najcudowniejszym uśmiechu. Z każdym spotkaniem i z każdą rozmową w gabinecie Louis'a Harry czuł jak zaczyna powoli należeć do niego. Zbliżali się powoli do siebie, a zielonooki zaufał mu na tyle, by opowiedzieć o sytuacji w swojej rodzinie, o tym jak zaczął brać.. Nawet przyznał się do swojej orientacji, otwarcie mówiąc, że pociągają go mężczyźni. A Louis cierpliwie go wysłuchiwał jak przystało na pracownika placówki.
- Dalej Harry, będzie dobrze. Poprosisz go do tańca i spełnisz swój cel. - Głos chłopaka był skierowany do swojego odbicia w lustrze. Wziął głęboki wdech, zamknął pokój na klucz, który wsunął do kieszeni czarnych spodni i zszedł na dół do auli. Już na schodach słyszał ciężkie basy i głośną muzykę. Przecisnął się przez tłum ludzi, rozpaczliwie szukając JEGO. A co jeśli Louis odrzuci jego propozycję tańca? Co jeśli Louis nie jest gejem, ba! Jest stuprocentowym facetem, który zdecydowanie woli piersi od penisa? Harry nie mógł mu tego dać. Nie był kobietą. Był młodym mężczyzną, który zauroczył się w nim. Chłopak podskoczył, gdy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Doskonale znał ten uścisk, jednak dzisiaj był trochę.. mocniejszy? Odwrócił się i zobaczył śmiejącego się Louisa z butelką piwa w dłoni. No tak, każdy potrzebuje zaszaleć, a skoro zarząd wyjechał i zostawił wszystko w rękach młodych opiekunów to dlaczego nie mogli zaszaleć i tym samym na chwilę oderwać się od pracy? Spojrzał na Louisa, który podał mu butelkę i objął go ramieniem. Sadząc po jego stanie musiał już wcześniej wypić. Młodszy upił łyka bursztynowego napoju, a z głośników popłynęła muzyka, wprawiając każdą zebraną tu osobę w ruch. Tomlinson również nie szczędził sobie kołysania się czy też skakania w rytm muzyki. Harry przysunął usta do ucha opiekuna i uśmiechnął się.
- Czy będzie to poprawne jeśli pacjent poprosi swojego mentora do tańca? - Wychrypiał na tyle głośno, by Lou usłyszał każde słowo i ochoczo pokiwał głową. Harry dopił to co zostało mu w butelce, natychmiast zgarniając w ramiona starszego chłopaka. Po północy i pod wpływem wypitych procentów kilka par znalazło ustronne miejsce by wymienić się pocałunkami lub usunęło się do pokoi, by zaszaleć w jedną wolną noc w miesiącu. Harry na krok nie odstępował niższego od siebie chłopaka, który stał właśnie tyłem do niego, sunąc biodrami niebezpiecznie blisko krocza wyższego, który trzymał dłoń na biodrze swojego partnera, by ten nigdzie nie uciekł. Oboje, tak samo jak cała grupa, była już wstawiona i ponieśli się głośnej muzyce. Harry oddał prawie pustą butelkę innej osobie, zaciskając palce wplątując palce drugiej dłoni we włosy Lou i przyciągnął go do niechlujnego pocałunku.
Tej nocy zdecydowanie dali ponieść się emocjom i alkoholowi, który pulsował w ich żyłach. Nie spędzili nocy w pokoju któregoś z nich, by rano nie pamiętać nic z tego wieczoru. Spędzili resztę imprezy na kanapie, natarczywie napierając wargami na wargi drugiego. Brawo Styles, pierwsza baza zaliczona.
niedziela, 17 sierpnia 2014
czwartek, 24 lipca 2014
Rozdział I
Przecież wszystko jest dla ludzi. Każda pierdolona używka jest dla każdego pierdolonego człowieka, który żyje na tym pierdolonym świecie. I nie wmawiaj mi, że narkotyki niszczą ludzi. To oni sami siebie niszczą nie znając umiaru w nich..
- Przedstaw się. Tak, ty. Kręcone włosy w białej koszulce. - W sali rozbrzmiał głos opiekuna grupy, dwudziestocztero letniego Louisa Tomlinson. Chłopak, którego wywołał raczej nie był chętny do współpracy. Wręcz przeciwnie, miał wszystko gdzieś, jakby chciał stąd uciec. Ale nie mógł. Obiecał mamie, że wyjdzie z tego gówna.
- Harry Styles, jestem z Homles Chapel. Mam dwadzieścia lat, biorę od trzech lat. Jestem tu dla mamy, nie dla siebie. - Mruknął i zasiadł na krzesełku, które razem z trzynastoma innymi krzesełkami były ustawione w kółku, by każdy każdego dobrze widział. Dwunastu podopiecznych w różnym wieku i jeden opiekun. Jeden zajebiście przystojny opiekun.. Harry niemal podskoczył na krzesełku kiedy zorientował się o czym właśnie pomyślał. Pomyślał, że jego opiekun jest przystojny. Siedział naprzeciwko niego i uwaznie obserwował jak Louis poprawia okulary, które zsunęły się z jego nosa. Widział jak spod rękawów koszuli, które podwinął do łokci wystają różne wzory wytatuowane na jego skórze czarnym i kolorowym tuszem.
- Więc miło mi Harry. Jestem Louis Tomlinson i będę waszym opiekunem w tym roku. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie po tym wszystkim co przejdziecie. Uwierzcie mi, chcę wam pomóc, a nie zaszkodzić. - Uśmiechnął się do każdego z uczestników, by po kolei wysłuchać każdego z nich. Każdy mimo tego samego uzależnienia miał inną historię. Inny powód, dla którego wplątał się w to gówno. I dlaczego tu był..
(...)
Po godzinie Harry opuścił salę i szybkim krokiem ruszył do swojego "pokoju". O ile tak można nazwać pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem, biurkiem i małą szafą. Oczywiście miał ze sobą to, bez czego nie pojawiłby się tutaj. Laptop, a tym samym jedyne źródło kontaktu z jego rodziną. Siostrą, mamą i ojczymem. Przyjaciół nie miał, odsunęli się, gdy wpadł w nałóg. Każdemu obiecywał, że da radę sam, a nocami coś w nim pękało. Maska dupka, który każdym gardził znikała, wracał zaś załamany siedemnastolatek, który popełnił największy błąd w życiu. Jedna impreza, jedna noc i nie wyszedł już z tego.
- Kurwa, nie.. - Wyszeptał, czując jak łzy zbierają się kącikach jego oczu. Zacisnął powieki, by tylko nie dopuścić do fali łez. Dłonie zacisnął na krawędzi biurka i czuł to.. Czuł, że znowu pękł. Krew szumiała w jego uszach tak, że nie usłyszał kiedy drzwi do jego pokoju otwierają się. Czuł jedynie jak czyjeś ramiona obejmują go ciasno, a on sam wpada w nie. Potem tylko płakał. Głośno.. I pierwszy raz w ciągu dnia. Był słaby, wiedział o tym. Ale nie umiał się z tym pogodzić..
- Szz.. Już, spokojnie.. - Uslyszał ciepły głos przy swoim uchu. I właśnie wtedy zapragnął by te ramiona nie puszczały go tego dnia..
- Przedstaw się. Tak, ty. Kręcone włosy w białej koszulce. - W sali rozbrzmiał głos opiekuna grupy, dwudziestocztero letniego Louisa Tomlinson. Chłopak, którego wywołał raczej nie był chętny do współpracy. Wręcz przeciwnie, miał wszystko gdzieś, jakby chciał stąd uciec. Ale nie mógł. Obiecał mamie, że wyjdzie z tego gówna.
- Harry Styles, jestem z Homles Chapel. Mam dwadzieścia lat, biorę od trzech lat. Jestem tu dla mamy, nie dla siebie. - Mruknął i zasiadł na krzesełku, które razem z trzynastoma innymi krzesełkami były ustawione w kółku, by każdy każdego dobrze widział. Dwunastu podopiecznych w różnym wieku i jeden opiekun. Jeden zajebiście przystojny opiekun.. Harry niemal podskoczył na krzesełku kiedy zorientował się o czym właśnie pomyślał. Pomyślał, że jego opiekun jest przystojny. Siedział naprzeciwko niego i uwaznie obserwował jak Louis poprawia okulary, które zsunęły się z jego nosa. Widział jak spod rękawów koszuli, które podwinął do łokci wystają różne wzory wytatuowane na jego skórze czarnym i kolorowym tuszem.
- Więc miło mi Harry. Jestem Louis Tomlinson i będę waszym opiekunem w tym roku. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie po tym wszystkim co przejdziecie. Uwierzcie mi, chcę wam pomóc, a nie zaszkodzić. - Uśmiechnął się do każdego z uczestników, by po kolei wysłuchać każdego z nich. Każdy mimo tego samego uzależnienia miał inną historię. Inny powód, dla którego wplątał się w to gówno. I dlaczego tu był..
(...)
Po godzinie Harry opuścił salę i szybkim krokiem ruszył do swojego "pokoju". O ile tak można nazwać pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem, biurkiem i małą szafą. Oczywiście miał ze sobą to, bez czego nie pojawiłby się tutaj. Laptop, a tym samym jedyne źródło kontaktu z jego rodziną. Siostrą, mamą i ojczymem. Przyjaciół nie miał, odsunęli się, gdy wpadł w nałóg. Każdemu obiecywał, że da radę sam, a nocami coś w nim pękało. Maska dupka, który każdym gardził znikała, wracał zaś załamany siedemnastolatek, który popełnił największy błąd w życiu. Jedna impreza, jedna noc i nie wyszedł już z tego.
- Kurwa, nie.. - Wyszeptał, czując jak łzy zbierają się kącikach jego oczu. Zacisnął powieki, by tylko nie dopuścić do fali łez. Dłonie zacisnął na krawędzi biurka i czuł to.. Czuł, że znowu pękł. Krew szumiała w jego uszach tak, że nie usłyszał kiedy drzwi do jego pokoju otwierają się. Czuł jedynie jak czyjeś ramiona obejmują go ciasno, a on sam wpada w nie. Potem tylko płakał. Głośno.. I pierwszy raz w ciągu dnia. Był słaby, wiedział o tym. Ale nie umiał się z tym pogodzić..
- Szz.. Już, spokojnie.. - Uslyszał ciepły głos przy swoim uchu. I właśnie wtedy zapragnął by te ramiona nie puszczały go tego dnia..
niedziela, 20 lipca 2014
Prolog
Czasami życie stawia nas w martwym punkcie. W punkcie, z którego na początku nie ma wyjścia.
Dwudziestoletni Harry Styles znalazł się w takim miejscu w swoim życiu, z którego boi się wyjść. Albo może.. Nie ma kto go wyprowadzić z tego punktu? Narkotyki, które zażywa od trzech lat zmieniły go z uśmiechniętego nastolatka w wypranego z jakichkolwiek ludzkich odczuć mężczyznę. Dopiero groźba jego mamy, Anne, sprawiła, że Harry chce się z tego wyleczyć. Długa droga przed nim. Droga pełna poświęceń, cierpienia, łez, nieprzespanych nocy.. Ale i też myśli o uroczym opiekunie grupy Harry'ego.
Louis Tomlinson pomaga "trudnej" młodzieży od kiedy skończył dwadzieścia dwa lata. Od dwóch lat jest opiekunem grupy narkomanów, z którymi łapie chyba najlepszy kontakt ze względu na małą różnicę wieku. Z życiem radził sobie dobrze, dopóki na drodze nie stanął mu Nick Grimshaw. Obecnie Louis bojaźliwie spogląda na każdego mężczyznę, który próbuje się do niego zbliżyć. W te wakacje trafia na grupę, w której jest młodzieniec o szmaragdowym spojrzeniu, na widok którego niebieskookiemu od początku miękną kolana.
Co się stanie jeśli te dwie osoby nawiążą bliższą relację niż tylko opiekun-podopieczny? To jak deszcz i susza, oboje mogą się zniszczyć, ale bez siebie nie chcą istnieć.
Dwudziestoletni Harry Styles znalazł się w takim miejscu w swoim życiu, z którego boi się wyjść. Albo może.. Nie ma kto go wyprowadzić z tego punktu? Narkotyki, które zażywa od trzech lat zmieniły go z uśmiechniętego nastolatka w wypranego z jakichkolwiek ludzkich odczuć mężczyznę. Dopiero groźba jego mamy, Anne, sprawiła, że Harry chce się z tego wyleczyć. Długa droga przed nim. Droga pełna poświęceń, cierpienia, łez, nieprzespanych nocy.. Ale i też myśli o uroczym opiekunie grupy Harry'ego.
Louis Tomlinson pomaga "trudnej" młodzieży od kiedy skończył dwadzieścia dwa lata. Od dwóch lat jest opiekunem grupy narkomanów, z którymi łapie chyba najlepszy kontakt ze względu na małą różnicę wieku. Z życiem radził sobie dobrze, dopóki na drodze nie stanął mu Nick Grimshaw. Obecnie Louis bojaźliwie spogląda na każdego mężczyznę, który próbuje się do niego zbliżyć. W te wakacje trafia na grupę, w której jest młodzieniec o szmaragdowym spojrzeniu, na widok którego niebieskookiemu od początku miękną kolana.
Co się stanie jeśli te dwie osoby nawiążą bliższą relację niż tylko opiekun-podopieczny? To jak deszcz i susza, oboje mogą się zniszczyć, ale bez siebie nie chcą istnieć.
Tak więc witam z kolejnym fanfiction o tytule "I need a doctor". Pozostałe zostały definitywnie skończone, więc startuję z czystą kartą. Wszelkie opinie proszę kierować w komentarze lub na twittera.
Enjoy xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)