czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział I

 Przecież wszystko jest dla ludzi. Każda pierdolona używka jest dla każdego pierdolonego człowieka, który żyje na tym pierdolonym świecie. I nie wmawiaj mi, że narkotyki niszczą ludzi. To oni sami siebie niszczą nie znając umiaru w nich..



- Przedstaw się. Tak, ty. Kręcone włosy w białej koszulce. - W sali rozbrzmiał głos opiekuna grupy, dwudziestocztero letniego Louisa Tomlinson. Chłopak, którego wywołał raczej nie był chętny do współpracy. Wręcz przeciwnie, miał wszystko gdzieś, jakby chciał stąd uciec. Ale nie mógł. Obiecał mamie, że wyjdzie z tego gówna. 
- Harry Styles, jestem z Homles Chapel. Mam dwadzieścia lat, biorę od trzech lat. Jestem tu dla mamy, nie dla siebie. - Mruknął i zasiadł na krzesełku, które razem z trzynastoma innymi krzesełkami były ustawione w kółku, by każdy każdego dobrze widział. Dwunastu podopiecznych w różnym wieku i jeden opiekun. Jeden zajebiście przystojny opiekun.. Harry niemal podskoczył na krzesełku kiedy zorientował się o czym właśnie pomyślał. Pomyślał, że jego opiekun jest przystojny. Siedział naprzeciwko niego i uwaznie obserwował jak Louis poprawia okulary, które zsunęły się z jego nosa. Widział jak spod rękawów koszuli, które podwinął do łokci wystają różne wzory wytatuowane na jego skórze czarnym i kolorowym tuszem.
- Więc miło mi Harry. Jestem Louis Tomlinson i będę waszym opiekunem w tym roku. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie po tym wszystkim co przejdziecie. Uwierzcie mi, chcę wam pomóc, a nie zaszkodzić. - Uśmiechnął się do każdego z uczestników, by po kolei wysłuchać każdego z nich. Każdy mimo tego samego uzależnienia miał inną historię. Inny powód, dla którego wplątał się w to gówno. I dlaczego tu był..

(...)

Po godzinie Harry opuścił salę i szybkim krokiem ruszył do swojego "pokoju". O ile tak można nazwać pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem, biurkiem i małą szafą. Oczywiście miał ze sobą to, bez czego nie pojawiłby się tutaj. Laptop, a tym samym jedyne źródło kontaktu z jego rodziną. Siostrą, mamą i ojczymem. Przyjaciół nie miał, odsunęli się, gdy wpadł w nałóg. Każdemu obiecywał, że da radę sam, a nocami coś w nim pękało. Maska dupka, który każdym gardził znikała, wracał zaś załamany siedemnastolatek, który popełnił największy błąd w życiu. Jedna impreza, jedna noc i nie wyszedł już z tego. 

- Kurwa, nie.. - Wyszeptał, czując jak łzy zbierają się kącikach jego oczu. Zacisnął powieki, by tylko nie dopuścić do fali łez. Dłonie zacisnął na krawędzi biurka i czuł to.. Czuł, że znowu pękł. Krew szumiała w jego uszach tak, że nie usłyszał kiedy drzwi do jego pokoju otwierają się. Czuł jedynie jak czyjeś ramiona obejmują go ciasno, a on sam wpada w nie. Potem tylko płakał. Głośno.. I pierwszy raz w ciągu dnia. Był słaby, wiedział o tym. Ale nie umiał się z tym pogodzić.. 
- Szz.. Już, spokojnie.. - Uslyszał ciepły głos przy swoim uchu. I właśnie wtedy zapragnął by te ramiona nie puszczały go tego dnia.. 

3 komentarze:

  1. Dlaczego to jest takie krótkie? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, z każdym rozdziałem powinno być lepiej :3

      Usuń
  2. czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń